Recepta na edukację łowiecką

Nie od dziś wiadomo, że warto inwestować w dzieci. Właściwa edukacja od najmłodszych lat stwarza solidne podwaliny wiedzy, co powoduje, że w dorosłym życiu nawet najbardziej złośliwy artykuł czy reportaż nie będzie w stanie zmienić ich zapatrywań na określony temat. Dotyczy to również naszego łowieckiego podwórka.

(...)

doceniać pracę z dziećmi

Tak się jakoś u nas utarło, że prace wykonane dla koła łowieckiego w ramach tzw. godzin gospodarczych muszą dotyczyć wykładania karmy, grodzenia poletek, budowy zwyżek, remontu paśników, stawiania ambon itd. W bardzo niewielu kołach dostrzegana jest inna praca myśliwych, taka jak np. zajęcia z młodzieżą, szkolne sadzenie lasu, grzybobranie z dziećmi itp. Traktujemy to po macoszemu, bo często uważamy, że jak komuś ręce nie zwisają do ziemi ze zmęczenia albo jak nie ma na dłoniach odcisków od łopaty, to znaczy, że się nie napracował. Taki pogląd powoduje, że często rozliczając myśliwych z liczby godzin przeznaczonych na pracę dla koła, te poświęcone na zajęcia z młodzieżą dzieli się przez dwa.

Tymczasem proponuję całkowicie inny sposób rozliczania takiej działalności - mnożenie przez dwa. Dlaczego? Ano dlatego, że aby przeprowadzić takie zajęcia, nie wystarczy tylko spotkać się z młodzieżą. Trzeba przede wszystkim wcześniej dobrze się przygotować! A jak rozliczyć godziny spędzone na dokształcaniu, opracowywaniu materiałów, kserowaniu obrazków z gatunkami zwierząt, układaniu pytań do konkursów, wybieraniu ilustracji itp.? Przecież to wszystko zabiera sporo czasu. Na pewno więcej niż samo spotkanie z młodymi ludźmi. O tym zarządy kół łowieckich nie mogą zapominać, a osoby, które chcą się tą "działką" zająć, powinno się szczególnie doceniać i promować.
 

Dział: W ŁOWISKU
Numer: Brać Łowiecka 6/2011, strona 42

Pobierz plik z artykułem w formacie PDF